03.08 Poniedziałek. W drodze do Normandii. Giverny i Rouen
Z Lunéville do Rouen dzieli nas ponad 500 km. Wyruszamy
rano i nieco zbaczamy z drogi by odwiedzić słynne ogrody Moneta w Giverny ( jak by to powiedział Tomasz Orłowski: vaut
en détour, czyli warte objazdu).
Claude Monet, słynny malarz impresjonista, wynajął w 1883r. dom w małej wiosce Giverny i osiadł tam wraz z rodziną, pracując tam aż do śmierci w wieku 86 lat. Monet był nie tylko wybitnym malarzem, ale również utalentowanym ogrodnikiem- to on zaprojektował i założył przy swoim domu przepiękny ogród kwiatowy ( Clos Normand) i wodny- inspirowany japońskimi rycinami, które zbierał. To Monet stworzył zachwycającą kompozycję roślin nad stawem ( m.in. wierzby, glicynie i bambusy) a później w tej scenerii malował linie wodne, które tworzą jeden z bardziej znanych cyklów malarza. Nasza wizyta w Giverny okazała się wyjątkowa- dotarliśmy tam po południu, gdy większość turystów opuszczało już to miejsce, a urokliwe, maleńkie Giverny pokazało nam całą swoją magię. Ze względu na obostrzenia wynikające z COVID-19 bilety do wejścia do ogrodów i domu Moneta można nabyć tylko przez internet, z wejściem na konkretną godzinę. Nasze możliwe było od 16.00, mieliśmy więc prawie dwie godziny na lunch i spacer po wiosce. Niestety w poniedziałki słynna, stylowa restauracja w rustykalnym Hôtel Baudy jest nieczynna.
Zjedliśmy całkiem niezły lunch w Les Nymphéas i pospacerowaliśmy po okolicy.
W ogrodach przy muzeum stworzono stogi siana, na wzór tych, które malował Monet.
Gdy wreszcie weszliśmy na teren ogrodu wodnego, byłam naprawdę zachwycona. Mimo maseczek ( obowiązkowe w czasie zwiedzania) był to jeden z przyjemniejszych spacerów w moim życiu.
Zachwycił mnie również dom, w którym przed śmiercią mieszkał Monet- na każdym kroku widać jego zamiłowanie do barw-ta żółta kuchnia!
W Giverny spotkałam starszego Austriaka, który powiedział mi, że gdy był w Giverny osiem lat temu, nie potrafił docenić wyjątkowości tego miejsca, ze względy na tłumy ludzi, które wypełniały tą niewielką przestrzeń. I że jest to jedyna „zaleta” pandemii- dziś, w to poniedziałkowe, słoneczne popołudnie- było tu naprawdę magicznie.
Wczesnym wieczorem docieramy do Rouen- stolicy Normandii, gdzie umówiliśmy się z K. i W. Zatrzymujemy się w klimatycznym, niewielkim hoteliku (Hôtel De La Cathédrale) który wybraliśmy ze względu na lokalizację ( w samym centrum, przy katedrze) i cenę ( 123 EUR za pokój 2-osobowy ze śniadaniem, przy masakrycznie wysokich cenach hoteli we Francji nie jest dużo). Hotelik ok- jedynym minusem jest brak parkingu ( dostępny parking miejski 5 minut pieszo) a „widok na katedrę”, którym nas przyciągnął to panorama ściany, która być może stanowi jakąś część katedry- niezła ściema.
Spacerem zwiedzamy Rouen- Rue du Gros Horloge biegnie od katedry na zachód pod Wielkim Zegarem miejskim do place du Vieux Marché, gdzie odbył się proces i spalenie na stosie Joanny D’Arc jako heretyczki. Historia jej walecznego, choć krótkiego życia brzmi niewiarygodnie- niepiśmienna wieśniaczka, której w wieku lat szesnastu Bóg kazał ocalić Francję i która w wieku lat dziewiętnastu zginęła męczeńską śmiercią po drodze dokonując cudów, tu – w Rouen-zdaje się być ciągle żywa.
Rouen to piękne, stare miasto, któremu klimatu dodają domy o konstrukcji szkieletowej, liczne kościoły i przede wszystkim olbrzymia katedra Notre- Dame, znana z obrazów Moneta ( na słynny cykl ‘Katedra w Rouen”składa się prawie 30 widoków katedry, w których artysta badał efekt zmiany światła padającego na fasadę oraz całą bryłę). To w grobowcu katedry w Rouen spoczywa serce Ryszarda Lwie Serce.
Miasto zorganizowało cudowną atrakcję- pokaz typu „światło i dźwięk” – w czasie wakacji (w sierpniu codziennie o 22.30 ) na fasadzie katedry odbywają się nietuzinkowe pokazy- ożywają obrazy Moneta, historia Dziewicy Orleańskiej i samego Rouen. Bardzo polecamy! Nawet w czasie tego niezwykłego pokazu nie ma w Rouen tłumów- najwyraźniej mieszkańcy ruszyli nad morze a turystów z zagranicy nie ma w tym roku zbyt wielu.
Rekomendujemy również kolację w wyśmienitej restauracji Le 6 Sens- tak właśnie wyobrażałam sobie kuchnię francuską w najlepszym wydaniu, autorskie dania przy kieliszku chłodnego Chablis. Warto!













































Komentarze
Prześlij komentarz