04.08 Wtorek. W drodze do Honfleur
By dojechać do Honfleur ( 80km), gdzie zarezerwowaliśmy noclegi na kolejne dwie noce, rezygnujemy z przejazdu autostradą. Chcemy zobaczyć „coś” po drodze a przy okazji zjeść lunch. Trzeba się przyzwyczaić, że większość, a na pewno wszystkie dobre, restauracje we Francji serwują lunch między 12 a 14.00 a później do 19.00 są zamknięte. Czynne bywają przez cały dzień tylko snack bary, kawiarnie, czasem pizzerie i naleśnikarnie(Crêperie) lub raczej średniej jakości miejsca typowo nastawione na turystów ( szukajcie napisu: serwis contunu).
Tak to trafiamy do położonego nad Sekwaną sympatycznego miasteczka Duclair, w którym znajduje się wyśmienita restauracja Le Réfectoire bedąca jednocześnie Bar à Huîtres ( czyli barem z ostrygami).
Wiem, że jedzenie ostryg wśród Polaków wzbudza mieszane uczucia i ja sama podchodziłam do tego ostrożnie. Pierwszy raz jadłam ostrygi parę lat temu na południu Francji i wtedy szukałam w internecie filmiku instruktażowego, jak się do tego jedzenia zabrać. Teraz, będąc na północy Francji, blisko miejsc, gdzie znajdują się największe hodowle ostryg ( w Normandii to Saint-Vaast i Insigny, dużo więcej znanych hodowli znajduje się w Bretanii) rozsmakowałam się w tym najszlachetniejszym gatunku małży morskich. Ostrygi podaje się w zestawach ( 6, 9, 12, 18) zwykle na okrągłym półmisku wypełnionym kruszonym lodem, już otwarte, z cytryną i specjalnym octem winnym z posiekana szalotką. Do tego słone masło i ciemny chleb. Smakują świeżością i morzem.
Te w uroczej restauracyjce w miasteczku Duclair były wyborne- bardzo delikatne ( fines de claire) i miały rozmiar 3 ( cyfry przy menu ostrygowym oznaczają ich wielkość, im niższa cyfra, tym większa ostryga). Pozostałe dania- ryby, które jedliśmy były również wyśmienite a ceny jak na francuskie realia bardzo przystępne. Miejsce godne polecenia na Grupie Hedonistów by Krytyka Kulinarna na Facebooku ( może się zmobilizuję, by napisać rekomendację)
Po drodze do Honfleur natrafiamy na ciekawe opactwo w Saint-Wandrille, które obecnie jest w trakcie poważnej renowacji. Częściowo gotówka na renowację pochodzi ze sprzedaży piwa, nalewek i innych specjałów wytwarzanych przez mnichów.
W Honfleur zatrzymujemy się na dwie noce w hotelu Ibis Style Centre Historique w samym centrum tego uroczego miasteczka, co jest jedną z niewielu opcji, które nam zostały- 95% wszystkich miejsc noclegowych jest zajętych a te, które pozostały są potwornie drogie i/lub bardzo kiepskie. Polecam jako opcję turystyczną- hotel wygląda na nowy, oferuje niezłe śniadania a przed budynkiem znajduje się duży parking. Rozsądniej jednak pewnie byłoby rozejrzeć się za noclegiem z wyprzedzeniem.
Honfleur wita nas tłumem ludzi, jakiego nie widzieliśmy jeszcze w czasie tych wakacji i w pierwszym momencie jesteśmy trochę przerażeni. W miasteczku wprowadzono obowiązkowy nakaz noszenia maseczek. Nie dziwię się popularności Honfleur- w XV w był to główny port obrony, obecnie jeden z najbardziej malowniczych w Normandii. Zachwyca widok zacumowanych łodzi wokół nadbrzeża Vieux Bassin, kolorowych markiz nad licznymi kawiarniami, wąskie uliczki z tabliczkami informującymi, że właśnie tu mieszka bądź mieszkał znany malarz bądź inny artysta.
To tu urodził się Eugène Boudin i to do Honflur przez lata ściągali twórcy wszelkiej maści. Późnym popołudniem w miasteczku robi się luźniej, najwidoczniej pozostają tylko ci, którzy tu nocują.

My zaczynamy wprowadzać się w wakacyjny nastrój od przetestowania najsłynniejszego francuskiego aperitifu w różnych jego odmianach. Tradycja „aperitif” we Francji zasługuje na parę słów komentarza. Z jednej strony tak nazywa się alkoholowe napoje, podawane przed posiłkiem- w restauracjach to pierwsze pytanie, które usłyszymy od kelnera zanim przyjmie od nas zamówienie posiłku. Z drugiej strony jest to rodzaj francuskiej formy życia towarzyskiego- doświadczyliśmy tego wielokrotnie goszcząc się u Ani i Arnould. Na długo przed „właściwym” daniem pojawiały się na stole drobne przekąski a szklaneczki z napojami alkoholowymi zostały napełnione parę razy.
Bodaj najsłynniejszym francuskim aperitifem pozostaje kir-napój wywodzący się z Burgundii i w swoim składzie zawierający zawsze dwa składniki- alkohol i gęsty sok z czarnej porzeczki ( cassis). Dawniej krzewy z porzeczek sadzono na krańcu każdego z winorośli. Taki „zestaw” powstał ponoć z potrzeby „zabicia” smaku kiepskiej odmiany burgundzkiego, bardzo wytrawnego białego wina- bourgogne aligoté.Jak dla mnie obecnie aligoté jest całkiem niezłe-schłodzone wybornie umilało nam wakacyjne wieczory. Mamy zatem klasyczny kir- mieszankę bourgogne aligoté z crème de cassis, mamy wykwintny kir royal ( kir królewski) gdzie wino zastąpione jest szampanem bądź innym jego odpowiednikiem produkowanym metodą szampańską i ta wersja jest dla mnie absolutnie nr 1. Mamy wreszcie lokalny kir normand, gdzie z cassis mieszany jest z cydrem, którego osobiście nie rekomenduję. Może dlatego, że ogólnie nie jestem fanką cydru, szczególnie w odmianie normandzkiej i bretońskiej, choć starałam się w czasie tych wakacji kosztować lokalnych specjałów.
Podziwiamy piękny XV wieczny, drewniany kościół Św. Katarzyny, którego wnętrze przypomina odwróconą łódź rybacką.
Wąskimi uliczkami wspinamy się na Mont Joli, skąd rozciąga się przepiękny widok na Honfleur i imponujący wiszący most wantowej konstrukcji nad rozlewiskiem Sekwany- Pont de Normandie łączący Honfleur z Hawr. Pomost usytuowany został na wysokości 20-pietrowego budynku, główne przęsło liczy 856 metrów, natomiast długość całego mostu wynosi 2143 m.
A tak Pont de Normandie wygląda z bliska:
Warto w Honfleur odwiedzić tutejsze parki- w urokliwym Le Jardin du Tripot położonym blisko starówki odbywała się ciekawa czasowa wystawa zdjęć z Indii.
Do zadbanego Le Jardin des Personnalités położonego nad brzegiem Atlantyku można wstąpić wracając z porannego joggingu po opustoszałej o tej porze plaży, która wyłania się podczas porannego odpływu.
W Honfleur znajduje się mnóstwo restauracji
specjalizujących się w owocach morza, w tym większość serwująca moules et
frites, czyli garnki muli z frytkami. W wysokim sezonie, jak teraz, zjedzenie
kolacji bez wcześniejszej rezerwacji jest prawie niemożliwe. Do zlokalizowanej
tuż przy nabrzeżu dużej restauracji Le Bistro du Port ustawiają się kolejki
długo w nocy- w przystępnej cenie można tu zjeść garnek muli albo talerz
świeżych owoców morza. Dziś nie udało się nam tam zarezerwoać stolika.
Bardzo polecam malutką, lokalną restauracyjkę L’ecailleur, do której udało nam się przez przypadek dostać- ceny wysokie ( szczególnie win), ale jedzenie wyśmienite- to jedno z moich najsmaczniejszych wspomnień z wakacji ( wegetariańska poezja smaku we francuskiej wersji!)
Po dwóch dniach spędzonych na La Côte Fleurie Honfleur staje się moim ulubionym miejscem tej części wybrzeża, „wyprzedzając” w moim subiektywnym rankingu tak kultowe miejscowości jak Deauville czy Trouville, o czym więcej za chwilę.























































Komentarze
Prześlij komentarz